Jak urzadzic wnętrza w stylu boho bez popadania w chaos
Dodatki to sol boho. Zamiast kupowac nowe bibeloty, poszukaj w second handach albo na targach staroci. Mam stara drewniana skrzynke po owocach, ktora sluzy jako stolik kawowy. Na niej stoi gliniany dzbanek z polnymi kwiatami i kilka ksiazek. To wszystko. Nie potrzeba wiecej. W boho mniej znaczy wiecej, ale w sensie starannie dobranych przedmiotow. Unikaj plastiku - nawet tanie rzeczy mozesz zastapic wersjami z naturalnych materialow. Szklane butelki zamiast plastikowych, lniane serwetki zamiast papierowych, drewniane lyzki zamiast metalowych. To drobne zmiany ktore buduja klimat. I nie bój sie mieszac stylow - boho lubi eklektyzm, wiec mozesz polaczyc nowoczesny fotel z retro lampa.
Mija już trzeci rok od momentu, gdy postawiłam na meble na wymiar, i ani razu nie żałowałam tej decyzji. Owszem, kosztowały mnie więcej niż gotowe produkty z marketu, ale każda złotówka zwróciła się w formie wygody i porządku. Przestałam gubić rzeczy w czeluściach szaf, a goście na noc wreszcie śpią na prawdziwym materacu, a nie na dmuchanej poduszce. Moja rada dla was: zmierzcie wszystko trzy razy, negocjujcie z projektantem każdy detal i nie bójcie się nietypowych rozwiązań. Małe mieszkanie może być funkcjonalne, jeśli tylko dobrze zaplanujecie przestrzeń.
Rosliny doniczkowe to absolutny must have w kazdym boho wnetrzu. Mam ich dziewiec w moim mieszkaniu, ale nie wszystkie przetrwaly. Najlepiej sprawdzaja sie monstera, sansewieria i filodendron - one wybacza jesli zapomnisz o podlewaniu. Problem pojawia sie gdy nie masz gdzie ich postawic, bo parapety sa waskie a podloga zajeta. Wtedy mozesz powiesic doniczki na makrame pod sufitem albo postawic na regale. Uwazaj tylko zeby nie przesadzic z iloscia - zbyt wiele roslin moze sprawic wrazenie zielonego magazynu. W boho chodzi o to zeby rosliny byly czescia wystroju, a nie dominowaly nad nim. I pamietaj o podkladkach pod doniczki, bo woda moze zniszczyc drewniane meble.
Pierwszym krokiem, który polecam każdej klientce, jest zastanowienie się nad tym, co tak naprawdę musi się znaleźć w sypialni. Zamiast kupować osobne biurko i osobne łóżko, warto postawić na mebel, który robi dwie rzeczy naraz. Na przykład łóżko z pojemnikiem na pościel to świetny sposób na ukrycie zapasowych koców i poduszek, które normalnie zajmowałyby cenne miejsce w szafie. Kiedy wybierałam swoje, zdecydowałam się na model z stelazem listwowym, który zapewnia odpowiednią wentylację materaca, bo wiem, jak ważne jest, by spać na suchym i przewiewnym podłożu. Do tego dołożyłam materac piankowy o grubości 16 centymetrów – nie za gruby, ale wystarczająco miękki, by nie czuć stelazu. Dzięki temu oszczędziłam miejsce, które normalnie zająłby osobny pojemnik na pościel.
Ostatnia rada, którą sama stosuję: zrób listę rzeczy, które goście mogą potrzebować, i trzymaj je w jednym miejscu. U mnie to kosz w przedpokoju z zapasowym ręcznikiem, szczoteczką do zębów i małym zestawem kosmetyków. Dzięki temu nie muszę nerwowo szukać pościeli o północy, a goście czują się zaopiekowani. Jeśli masz wersalkę, sprawdź, czy pod siedziskiem jest wystarczająco dużo miejsca na przechowanie tych drobiazgów. Kiedyś trzymałam tam dodatkowe koce, ale okazało się, że lepiej sprawdza się pufa z pojemnikiem obok kanapy. Eksperymentuj i dopasowuj rozwiązania do własnych przyzwyczajeń, bo nie ma uniwersalnej recepty na udane mieszkanie. Liczy się przede wszystkim to, żebyś ty czuła się w nim swobodnie, a goście chcieli wracać.
Nie obyło się bez trudności. Pierwszy projekt zakładał zastosowanie tapicerki welurowej na froncie szafy, co wyglądało pięknie na wizualizacjach, ale w rzeczywistości welur zaczął się mechacić po dwóch tygodniach od kontaktu z kurtkami. Wymieniłam go na gładką tkaninę techniczną, którą można przecierać wilgotną ściereczką. Kolejna wpadka dotyczyła oświetlenia – zamontowałam taśmy LED bez czujnika ruchu, co oznaczało, że trzeba je włączać ręcznie, a wieczorem często o tym zapominałam. Po roku dokupiłam system z czujnikiem i teraz światło zapala się automatycznie po otwarciu drzwi.
Jednak miejsce do pracy w sypialni to nie tylko przechowywanie. To przede wszystkim znalezienie kąta, w którym skupisz się na zadaniach, nie rozpraszając się widokiem łóżka. U mnie sprawdziła się prosta zasada: biurko ustawione prostopadle do okna, z dala od wezgłowia. Światło dzienne pada wtedy z boku, co jest lepsze dla oczu niż bezpośrednie słońce z tyłu. Do tego wybrałam składane krzesło, które po pracy chowam pod blat. Jeśli masz mało miejsca, rozważ biurko narożne albo wąski blat na wysokości 75 centymetrów, który zmieści się nawet przy łóżku. Pamiętaj tylko, by zachować co najmniej 60 centymetrów wolnej przestrzeni między blatem a krawędzią łóżka – inaczej będziesz się o nie potykać.
Kiedy już wybierzesz główny mebel do spania, czas na detale, które sprawią, że goście poczują się komfortowo. Zainwestuj w dodatkowy komplet poduszek i koce, które możesz przechowywać w pufie z funkcją schowka. Ja używam dużego kosza wiklinowego na koc, który jednocześnie pełni rolę stolika pomocniczego, gdy postawię na nim tacę z książkami. Jeśli twoja kanapa ma mechanizm DL, czyli łatwy system rozkładania, naucz domowników obsługi, żeby nikt nie musiał walczyć z blokującymi się elementami o drugiej w nocy. Dobrze, żeby materac piankowy miał zdejmowany pokrowiec, który można wyprać w pralce. To szczególnie ważne, gdy goście przyjeżdżają z małymi dziećmi lub zwierzętami.